|
Korczyk , Słucz po raz pierwszy W Lubieszowie kończymy pierwszą część naszej wyprawy rzekami Polesia i Wołynia. W doskonałych nastrojach przy pięknej pogodzie jedziemy na południe. Wieczorem dojeżdżamy do Korca, niewielkiego miasteczka leżącego na rubieżach II RP. Późna pora nie pozwala nam dokładnie zwiedzić miejscowości. Robimy szybko zakupy zastanawiając się gdzie zanocować.
Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi pan Malinowski , Polak z pochodzenia. Słysząc polską mowę oferuje nocleg u swojej rodziny zamieszkałej nad jarem Korczyka. Noc zapowiada się mroźna, więc szybko wskakujemy w śpiwory, nocą temperatura spada do -5st.C. Pomysł aby udać się w ten rejon zrodził się podczas wyprawy rowerowej w 2005 roku.Zaopatrzeni w przewodnik pana G. Rąkowskiego „Wołyń” przejechaliśmy z kolegą 700km odkrywając wiele pięknych i ciekawych miejsc z dala od głównych dróg i miejscowości. Stając wtedy nad brzegiem Słuczy wiedziałem że muszę tu wrócić!Jedyne dostępne informacje na temat tych okolic można znaleźć we wspomnianymPrzewodniku ”Wołyń” G. Rąkowskiego oraz w „Ilustrowanym przewodniku o Wołyniu”dr Mieczysława Orłowicza z 1929 roku, gdzie czytamy: Największym z dopływów Słuczy jest rzeka Korczyk, nad którą leży miasto Korzec, a która na północ od niego tworzy granicę polsko-rosyjską. Korczyk tworzy piękną dolinę, przebijając płytę granitową, a w okolicy Korca brzegi doliny zdobią granitowe skały. Korzec(piątek 4 maja) Rankiem zwiedzamy miasteczko. Między Rynkiem a jarem Korczyka stoi na granitowej skale ruinazamku ks. Czartoryskich, stąd rozpościera się piękny widok na rzekę toczącą swe wody głębokim jarem. Wystające skały granitowe i wysokie urwiska zapowiadają zupełnie inne atrakcje podczas spływu. W Korcu mieszka niewielka społeczność polska. Jest kościół i cmentarz rzymsko-katolicki. Między Rynkiem a jarem Korczyka stoi na granitowej skale ruina zamku ks. Czartoryskich. Zdobi je duża wieża z bramą wjazdową. Od strony miasta most zwodzony. Jak wskazują zachowane mury pałac był wzniesiony z cegły. Poniżej pałacu od strony jaru Korczyka zachowały się stare grube mury. Z ruin ładny widok na jar Korczyka i położone za nim przedmieście Nowy Korzec.Polecenia godną jest przechadzka jarem Korczyka głęboko wciętym wśród wysokich brzegów. Na nich występują tu i ówdzie, szczególnie pod zamkiem i naprzeciw zamku, nagie granitowe skały. Całe bowiem miasto stoi na tzw. ukraińskiej płycie granitowej, ciągnącej się od Porohów Dnieprowych w kierunku Polesia, a rzeka Korczyk wyżłobiła wśród tej płyty głęboki jar. Robimy zakupy na drogę i pytamy o dogodne miejsce do rozpoczęcia spływu. Okazuje się że miejscowa cukrownia spiętrzyła nieco wodę i spływ tym odcinkiem może być utrudniony ze względu na sporą przenoskę kajaków. Postanawiamy rozpocząć od wioski MROZÓWKA. Wreszcie jesteśmy nad wodą. Odtąd na całej długości rzeki towarzyszyć nam będą na prawym brzegu lasy a na lewym rozległe łąki ze stadami koni i krów. Przed wojną rzeka stanowiła granicę, dlatego wioski są nieco oddalone od niej. Nasz przyjazd wzbudza spore zainteresowanie, po chwili obserwuje nas spora grupa ciekawskich dzieci. Pewnie pierwszy raz widzą takich jak my. Kiedy wszyscy są już gotowi pojawia się na brzegu odświętnie ubrana kobieta. Przedstawia się i zaprasza nas do wioski. Idziemy ciekawi co też zobaczymy. Przy ostatnich zabudowaniach pokazuje nam spory głaz a na nim napis: TU SPOCZYWAJĄ PROCHY NIEZNANEGO ŻOŁNIERZA POLSKIEGO KTÓRY W 1920 ROKU POLEGŁ ŚMIERCIĄ WALECZNYCH Z rozmowy z panią sołtys, którą okazuje się ta pani wnioskujemy że była tu strażnica Korpusu Ochrony Pogranicza. Dziękujemy za wskazanie tego miejsca robimy pamiątkowe zdjęcia i wsiadamy do kajaków. Kiedy już wszyscy jesteśmy na wodzie dostrzegamy wołającą do nas znajomą kobietę. Dostajemy na drogę siatkę jajek i słój zasolonej słoniny. Dziękujemy z całego serca i odpływamy. Rozpoczynamy z pewnym niepokojem. Obawiamy się o częste przenoski, drzewa, kamienie lub inne przeszkody na naszej trasie. Poziom wody nie jest wysoki ,stan jak na tę porę roku raczej jest średni. Brzegi mają wysokość do kilku metrów ,porośnięte są leszczyną i wierzbą. Szerokość rzeki wynosi od 2 do 10 metrów, głębokość do ok.2 metrów. Przepływamy obok wioski KOBYLA . Robi się naprawdę ciepło , płyniemy w strojach kąpielowych opalając się. Podziwiają nas z brzegu pastuszkowie lub dzieci bawiące się nieopodal. Zatrzymujemy się kila razy obserwując pasące się konie i łąki pełne mlecza. Na niebie nie ma nawet chmurki. Postanawiamy zostać na nocleg na skraju wioski STOROŻÓW . Idziemy do najbliższych zabudowań po wodę , tam dowiadujemy się że w wiosce jest sklep. Robimy zakupy , a samogon właściciel sprzedaje nam spod lady, bo nie ma koncesji na alkohol. Nadchodzi wieczór. Gwiaździste niebo zwiastuje chłodną noc a my przy ognisku robimy jajecznicę na słoninie. Frankopol (sobota 5 maja) Ranek znów chłodny i słoneczny. Obok namiotów przechodzi spore stado krów a za nimi starszy człowiek. Podchodzi i prosi o papierosa. Na wieść o tym że jesteśmy Polakami opowiada nam o „polskim pomniku” stojącym niedaleko w lesie. Zaintrygowani postanawiamy pójść z nim we wskazane miejsce. Idziemy lasem po prawej stronie rzeki i słuchamy opowieści pastucha. Pokazuje nam kryjówki i bunkry UPA , miejsca gdzie mordowano polaków. Po kilku kilometrach dochodzimy wreszcie do starego lasu modrzewiowego. Tablica informuje że jest to rezerwat. Nasz przewodnik ma problem z odnalezieniem pomnika ale wreszcie udaje się. Okazuje się że stoimy przed tablicą wmurowaną w duże głazy na której jest napisane: W STULETNIĄ ROCZNICĘ (…)SWEGO PRADZIADA XIĘCIA JÓZEFA CZARTORYSKIEGO STOLNIKA W X.LIT. WZOROWEGO GOSPODARZA ZAŁOŻYCIELA MODRZEWIOWEJ KULTURY W KOŃCU XVIII W KU CZCI JEGO PAMIĘCI (…)PRAWNUK JÓZEF PONIATOWSKI 1910 R Ślady i relacje naszego przewodnika wskazują, że całość była zdewastowana , a na płycie granitowej widać ślady kul. W ostatnich latach zabezpieczono pomnik i postawiono na swoim miejscu. Płyniemy. Rzeka jest coraz szersza, brzegi coraz wyższe a w nurcie pojawiają się kamienie i progi skalne. Tu trzeba być ostrożnym żeby nie rozbić kajaka. Ten odcinek jest wyjątkowo malowniczy . Na wysokości wioski FRANKOPOL robimy przerwę . Ktoś w wodzie wypatrzył żółwia błotnego. Około południa dopływamy do UJŚCIA . Jest to większa wioska ze sklepem i cerkiewką. Stajemy obok ruiny, która okazuje się pozostałości młyna i idziemy w górę do centrum wioski. Ze zdziwieniem i uśmiechem na twarzy spostrzegamy że na słupach wiszą głośniki nadające program radiowy. Tak to siedząc na ławkach przed domami mieszkańcy wiedzą co się dzieje na świecie. Odbiór jest fatalny ale chyba nikomu to nie przeszkadza. Właściciel baru dowiadując się kto jest jego gościem postanawia nas ugościć i za chwilę pijemy toasty za euro 2012. Za Polskę i Ukrainę. Gdyby nie to że musimy płynąć dalej, impreza trwałaby pewnie do wieczora. Wreszcie wpływamy do Słuczy. Największym z dopływów Horynia jest Słucz, duża rzeka, wypływająca poza granicami Polski. W granice Wołynia wpływa na północ od Korca niedaleko ujścia Korczyka. Odtąd aż po Hubków tworzy piękną dolinę wśród skał granitowych, a okolica tamtejsza, posiadająca liczne osobliwości przyrody, jest nazywaną Szwajcarją Nadsłuczańską. Słucz jest spławną tylko w miesiącach jesiennych. Pozatem spław utrudniają skały granitowe w korycie rzeki. Brzegi przeważnie zalesione. Z miast i miasteczek leżą nad Słuczą tylko Ludwipol, oraz Berezno, pozatem Hubków z ruinami zamku.Na wschód od Ludwipola przez Hubków, Marenin, Bielczaki, aż do Ujścia gdzie Słucz łączy się z Korczykiem ciągnie się piękna dolina rzeki Słuczy, a okolicy tej nadano nazwę Nadsłuczańskiej Szwajcarji. Brzegi skaliste i urwiste, są ozdobione odkrywkami skał granitowych i porośnięte malowniczymi lasami. Niestety ta najpiękniejsza okolica Wołynia, dzięki fatalnym warunkom komunikacyjnym jest mało znaną i rzadko zwiedzaną. Właściwie po tylu latach od wydania przewodnika dr Orłowicza niewiele się zmieniło. Brak dróg asfaltowych i położenie na styku rejonów administracyjnych skutecznie zahamowało rozwój tego rejonu. A tutejszy krajobraz można porównać do Suwalszczyzny. Pojedyncze gospodarstwa porozrzucane są na wzgórzach doskonale wplatając się w krajobraz. Słucz jest kilka razy szersza od Korczyka i budzi respekt wśród wodniaków. Nurt jest dosyć szybki czasem tworząc bystrza. Szczególnie uważać trzeba obok prowizorycznych mostków i za nimi. Płyniemy pozdrawiani przez wędkarzy i dzieci wszędzie ciekawe naszych kajaków. Pozdrawiamy siebie nawzajem. Na brzegach jest wiele pięknych miejsc do biwakowania. Wzgórza porasta soczysta trawa a gęsi , krowy i konie skuteczne dbają o to żeby wysoka nie urosła. Kosiarki na Ukrainie nie mają chyba powodzenia. Miejscami dolina się zwęża i wpływamy w głęboki jar. Po bokach widać skały. Na części tego odcinka utworzono rezerwat. Wieczorem dopływamy do Hubkowa. Hubków, jeden z najdawniejszych grodów wołyńskich, do r. 1709 miasteczko. W początkach XVI w. dobra tutejsze należały do Siemaszków. Z dawnego zamku Siemaszków pozostały malownicze ruiny na niewielkiem wzgórzu. Zamek istniał już w XV w., a po zniszczeniu przez Tatarów w r. 1504 odbudowany, był rezydencją dziedziców do r. 1708, kiedy go zburzyli Szwedzi, poczem nie powstał już z ruiny. Wobec wymarcia mieszkańców miasteczka w czasie wojny skutkiem morowej zarazy, założono 4 km. na zachód na lewym brzegu Słuczy miasteczko Ludwipol . Na dziedzińcu studnia mająca połączenie z rzeką. Pod zamkiem duże lochy murowane, które prowadzą do rzeki, a które w czasie najazdów tatarskich, były schronieniem mieszkańców. Już z daleka widać ruiny położone na wysokiej górze. Dobijamy do brzegu i pomimo zmęczenia całodziennym wiosłowaniem wspinamy się żeby zobaczyć co zostało z zamku. Rozpościera się stamtąd wspaniały widok na okolicę i pobliski LUDWIPOL (ob. Sosnowe) ruiny są niezwykle malownicze a całość góruje kilkadziesiąt metrów nad poziom Słuczy. Jeszcze tylko kilka machnięć wiosłem i dopływamy do ostatniego noclegu. Kończymy jak zwykle ogniskiem wspominając Polesie i Wołyń . Obiecujemy sobie że nie jest to nasza ostania wyprawa na kresy. Szymon Dziurda W opisie korzystałem z ILUSTROWANEGO PRZEWODNIKA PO WOŁYNIU dr Mieczysława Orłowicza wydanego w Łucku w 1929roku. Obecnie do nabycia jest reprint tego przewodnika. |