| Francja sierpień 2009 |
|
Wyprawa kajakowa Francja sierpień 2009 r Uczestnicy wyjazdu: Dominika, Bartek, Paweł, Marcin, Szymek, Piotr Miejsce: Alpy Francuskie, okolice miasta Briancon Pływane rzeki: Isere, Claree, Guisane, Guil, Ubaye Po Wielu latach starsza ekipa kajakarzy z lubelskiej Kontry po odchowaniu dzieci i wkręceniu kochanych żon w opiekę nad pociechami oraz młodsza piękniejsza część klubowiczów postanowiła ruszyć cztery litery i pojechać szlakiem dawnych wypraw kajakowych do słonecznej Francji. Po wielu uzgodnieniach telefonicznych udało nam się zebrać dnia 31 lipca ( piątek) ok godziny 23 z Lublina. Środkiem naszej komunikacji był mercedes sprinter kolegi Marcina Ch. w którym oprócz 6 osób na pace załadowaliśmy 5 kajaków, 2 rowery , cały ekwipunek potrzebny do pływanie, jedzenie na kilka dni oraz masę niepotrzebnych rzeczy, ponieważ jak zwykle pakowaliśmy się w nocy wszystko zastało zapakowane szybko i jakoś tak bez głowy ale co tam najważniejsze że udało nam się wyrwać z pracy, z domu od dzieci to taki był nasz pierwszy wspólny męski (nie obrażaj się Dominiko ale traktowaliśmy ciebie jak naszego kumpla) wyjazd od kilku lat tylko my rzeki i kajaki. Po krótkiej euforii jak nas ogarnęła gdy ruszyliśmy w drogę nastąpiła chwila refleksji - przed nami do przejechania ok. 2000 km. do najbliższej rzeki francuskiej, po ok. 2 godzinach wszyscy mieli dość drogi, każdy próbował się jakoś ułożyć do spania, ale żeby było fajnie najpierw musi być troszkę do d... . Po wielu bojach na polskich drogach następnego dnia udało nam się dostać do naszych zachodnich sąsiadów, gdzie przez sieć tamtejszych autostrad dostać się do Szwajcarii, gdzie wieczorem mieliśmy okazje zobaczyć wiele fajerwerów i wielkich ognisk a było to Szajcarskie święto narodowe.Tego dnia w 1291 r. zostało bowiem proklamowane utworzenie Konfederacji Szwajcarskiej z kantonów Uri, Schwyz i Unterwalden. Nowe państwo podjęło następnie walkę o uniezależnienie się od Habsburgów, uwieńczoną zwycięstwami w bitwach pod Morgarten (1315), pod Sempach (1386) i pod Näfels (1388). Po przyłączeniu się do Konfederacji kolejnych kantonów nowe państwo umocniło się na tyle, że w 1499 r. uzyskało niezależność od cesarstwa na mocy pokoju bazylejskiego. A my tak się cieszyliśmy że to na naszą cześć te fajerwerki. W nocy z soboty na niedziele ok. 2 a może 3 postanowiliśmy, że najwyższy czas się w końcu przespać w pozycji horyzontalnej, znaleźliśmy boczną dróżkę w las i postanowiliśmy tam zanocować. Wszyscy byli tak zmęczenie a noc taka ciepła że nikt nawet nie pomyślał o rozbijaniu namiotu mieliśmy na 4 małą trójkę , oczywiście Domika z Bartkiem miel oddzielny domek dla siebie. Gdy się wszyscy wygodnie ułożyli i zasnęli zaczął popadywać deszcz na początku troszkę nieśmiało i chwilowa by zacząć regularnie dzeszczyć. Osobiście nie bardzo lubię moknąć w śpiworze więc popełzłem do samochodu i tam przespałem do rana, reszta naszej ekipy zbiła się z ciasną gromadkę nakryła się plandeką zabraną na nasze szczęście przez Szymka i spali do godzin porannych. Plandeka ta sprawdziła się w późniejszych dniach bardzo dobrze była naszym stołem, obrusem, prześcieradłem, parasolem ochronnym, miejscem wypoczynku i spożywania kojących trunków oraz intelektualnych dysput. Pierwszy dzień na francuskiej ziemi przywitał nas deszczem (a ktoś obiecywał że będzie ciepło i słonecznie a tu taka kicha). Niewyspani bez śniadania w fatalnych humorach ruszyliśmy na naszą pierwszą rzekę Isere. Isere, rzeka w południowo-wschodniej Francji (w dep. Savoie, Isere i Drôme), lewy dopływ Rodanu o długości 290 km i powierzchni dorzecza 11 800 km2. Rzeka wypływa ze źródeł poniżej przełęczy Galise w Alpach Graickich, tworzy głęboką dolinę rozdzielającą kilka masywów i pasm górskich Alp Zachodnich (m.in. Belledonne, Chartreuse i Vercors), a do Rodanu uchodzi kilka kilometrów na północ od miasta Valence. Żeglowna na odcinku 155 km od ujścia. W górnym biegu rzeki znajdują się liczne elektrownie wodne. Główne dopływy: lewe: Arc, Drac; prawe: Arly. Ważniejsze miejscowości nad Isere: Bourg-Saint-Maurice, Albertville, Grenoble, Romans-sur-Isere, Val d'Isere, Aime, Moutiers. Nazwa rzeki ma rodowód celtycki - isirás znaczyło tyle, co "szybki", "silny", "bystry" (identyczny źródłosłów mają rzeki Izera w Polsce i Czechach oraz Izara w Niemczech źródło www.pl wikopedia.org). Naszym przewodnikiem w całej podróży była Pani o pięknym głosie która przylepiona do przedniej szyby łącząc się na bieżąco z satelitami wskazywała nam drogę ku naszej przygodzie, każdy kto był na tym wyjedzie musi przyznać, że mimo kilku psikusów jakie na sprawiła owa pani strasznie ułatwiała nam dotarcie wszędzie tam gdzie zamierzaliśmy. Na cześć Pani o Pięknym głosie hip hip huraa wszyscy razem. Gdy dotarliśmy nad rzekę Isere naszym oczom ukazał się piękny widok, nad samą wodą stała drewniana wiata, która zapewniła nam schronienie przed deszczem, była naszą jadalnią salonem oraz sypialnią. Po spożyciu obfitego śniadania, wypiciu gorących napojów byliśmy teoretycznie gotowi do zejścia na wodę, tylko jakoś nikt się nie palił do tego, ciągle jeszcze padało a śniadanie jakoś nie chciał się ułożyć. Pijać więc kawę, leżąc pod śpiworami, każdy jakoś powoli zapadł się coraz głębiej w sen, stawało się tak jakoś cicho i spokojnie i pewnie wszyscy by się pospali oprócz Dominiki, która dzielnie wybrała się samotnie na przejażdżkę rowerową. Bodźcem do działania było nagłe zjawienie się nad rzeką dwóch francuskich kajakarzy chyba ojca i syna, którzy poinformowali nas że to ich druga rzeka w dzisiejszym a ta pierwsza która płynęli jest bardzo ładna niedaleko od nas. We wszystkich nas wstąpiły nowe siły, pojawiło się słońce i postanowiliśmy zejść szybciutko na wodę ok. godziny 13.30 dnia 2 sierpnia roku Pańskiego 2009 kajaki lubelskiej Kontry zjednoczyły się z francuską wodą. Dominika zjechała samochodem do miasteczka. Rzeka okazała się 3 miejscami miała krótkie mocniejsze momenty 3+, po ok. 1,5h- 2h bez większych przygód spotkaliśmy się z Dominiką. Wszyscy stwierdzili że jak na rozpływanie to było Isere była bardzo dobra. Mając tak dużo czasu postanowiliśmy się udać na następną rzekę o bardzo trudnej nazwie ??. Udaliśmy się na początek etapy do miejscowości ???, gdzie życie toczyło się bardzo powolny rytmem , jest ot miejscowość typowo wypoczynkowa gdzie emeryci i renciści siedzą sobie w kawiarniach i grają w kule. Na końcu tej miejscowości jest duży parking i tam można zacząć spływ. Stan wody był wysoki, woda po ostatnich deszczach w kolorze rozwodnionego kakała, bardzo szybka z małą ilością cofek, w razie kabiny można się poobijać i spłynąć długi odcinek zanim się dostanie do brzegu. Rzeka w miasteczku płynie w kamiennym korycie, za pierwszym mostkiem dla pieszych tworzył się mocny odwój, za odwojem rzeka cały czas kipiał dopiero za jakieś 300-400 m. troszkę się uspokajała. Drugi raz na pływanie zeszli Marcin, Szymek i Bartek. Ja z Barym (Pawłem) zostaliśmy na brzegu. Przy odwoju założyliśmy asekuracje Bary stał bezpośrednio przy odwoju, Dominika na mości robiła zdjęcia oraz dawała tajemnicze znaki czy chłopaki płyną, ja w pełnej gotowości oczekiwałem z rzutką za zakrętem. Pierwszy płynął Marcin, jak widać na zdjęciach przeszedł odwój bez większych problemów, drugi w kolejce Bartek. Zły odwój chwycił Bartka i chwilę nie chciał puścić, nastąpiła ewakuacja z kajak, przepływając w pław koło mnie dostał rzutkę do rąk ale nie udało mu się jej pochwycić. Po spłynięciu kilkuset metrów udało mu się wyłapać przy prawym brzegu niestety kajak i wiosło popłynęły szybko dalej. Na szczęcie Bartkowi nić się nie stało po krótkim odpoczynku ruszył na rowerze w pogoń ze sprzętem, wyglądał dość oryginalnie w piance, kamizelce i kasku na rowerze, wszyscy się chyba zastanawiali jaką nową oryginalną dyscyplinę sportu uprawia ten młody człowiek. Za chwilę z zakrętu wypłyną nasz trzeci kajakarz Szymek, na górze w okolicach odwoju został przewrócony i dopchnięty do kamiennego muru, miał trudności ze zrobieniem eskimoski przyparty do mury, wykazał się jednak opanowaniem odczekał dłuższą chwilę, prąd wyniósł go dalej i dopiero wstał. Marcin z Szymkiem ruszyli w pogoń po rzece za sprzętem, Bartek na rowerze, ja na piechotę wzdłuż brzegu, Bary z Domiką samochodem na koniec etapu. Rzeka w dalszej części szybka, z dużą masą wody, regularna 4 z miejscami 4+, więcej o rzece osobiści nie wiele mogę napisać, szczegółową relacje może zda Szymek lub Marcin. Chłopakom udało się w końcu znaleźć kajak, spłynął kilka kilometrów, Bartkowi udało się znaleźć wiosło a wszyscy myśleli że stracone. Część ekipy udała się pozbierać sprzęt Bartka, ja z Szymkiem podjęliśmy się przygotować obiado-kolację, spotkała nas niestety przykra niespodzianka nie mogliśmy znaleźć garnków ani menażek, musieliśmy je gdzieś zgubić mimo usilnych poszukiwań nie udało nam się znaleźć . Dzieląc się sprzętem kuchennym który nam pozostał chyba dwa kubki zrobiliśmy ciepły barszcz i jakieś kanapki. Po dniu pełnym wrażeń udaliśmy się na nasze miejsce noclegowe pod wiatą przy rzece Isere. Mimo chłodnej nocy poranek był słoneczny i ciepły co wprawiło wszystkich w dobre nastroje, wyspani wstaliśmy dość wcześnie. Ponieważ stan wody był zdecydowanie większy niż wczoraj ok. 30 -40 cm (później dowiedzieliśmy się że wyżej jest elektrownia która puszcza wodę do godzi 12) postanowiliśmy spłynąć wczorajszy kawałek jeszcze raz. Domika udała się chyba na rower Marcin stwierdził że nie chce mu się pływać drugi raz więc zwiezie samochód. Większa masa wody diametralnie zmieniła rzeka ze spokojnej 3 zrobiła się 4. Spłyniecie kilku kilometrów zajęło nam ok. 1 h. Szybki nutr, duże fale, trochę odwojów, kilka fajnych szachownic , bardzo fajny odcinek polecam wszystkich bezpiecznie bez ekstremy. ( na Isere organizowane są raftingi i hydrosspedy ). Z przewodnika i rozmowy z francuskimi rafciarzami wynikało że można płynąć dalej kilka kilometrów przez ładny kanion, trudność rzeki jest podobna. Przez chwilę mieliśmy płynąć dalej, jednak według wcześniejszych ustaleń mieliśmy jechać płynąć następną rzekę ????, przed nami była 1-2 godziny jazdy przez góry, więc odpuściliśmy dalszą część Isere czego później żałowaliśmy. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że opisane kaniony przy tym stanie wody nie można spłynąć, a nawet przy większej wodzie nikt z nas by chyba nie zszedł na ten odcinek, za duże ryzyko kontuzji, poza kanionami które są o długości kilkuset metrów rzeka spokojnie wije się dolinką ma charakter rzeki nizinnej z pięknymi widokami na wysokie góry tylko trochę więcej kamieni, polecam typowo rekracyjnie. Czekając na Dominikę która udała się na całodniową wycieczkę rowerową spożyliśmy obiad w pięknych okolicznościach przyrody. Wieczorem zjechaliśmy na fajny nocleg przy rzece ???? w okolicach Briancon. Z rana udaliśmy się w dół rzeki by przyjrzeć się możliwościom spłynięcia dolnego odcinka. Rzeka ze spokojnej dwójki, staje się szalejącą piątką, koryto zwęża się rzeka mocno przyspiesza , w nurcie pojawia się duża ilość wielkich głazów, liczne kaskady i małe wodospady mała ilość cofek. Przeszliśmy ok. 2 kilometrów ścieżką po prawej stronie rzeki. Guisane spływa w kierunku południowo-wschodnim przez Monetier-les-Bains i Villeneuve-la-Salle, by tuż poniżej Briançon ujść do Durance (chociaż Guisane jest w tym miejscu dłuższa niż Durance i niesie też więcej wody). Długość Guisane wynosi ok. 32 km. Nazwa rzeki pochodzi od łacińskich słów Aqui Sanatio, którymi starożytni Rzymianie nazywali szeroko znane wówczas źródło termalne na terenie dzisiejszego Monetier-les-Bains. Przez ten cały odcinek nie było spokojnego miejsca cały czas ostra jazda, następnie rzeka wpływa w wysoki kanion ( trudne wyjscie ) który nieźle widać z mostu Napoleona prowadzącego w Briancon na zamki. Z prawej strony rzeki jest tabliczka pamiątkowa poświęcona kajakarzowi Stewowi Fournier, który zginał w wypadku. Rzeka bardzo ciekawa dla wytrawnych kajakarzy wymaga obejrzenia najlepiej całego odcinka. Nikt z nas nie zdecydował się na próbę płynięcia tego odcinka zwyciężył zdrowy rozsądek, a może brak wiary w umiejętności. Ruszyliśmy na rzekę Guisiane Guisane spływa w kierunku południowo-wschodnim przez Monetier-les-Bains i Villeneuve-la-Salle, by tuż poniżej Briançon ujść do Durance (chociaż Guisane jest w tym miejscu dłuższa niż Durance i niesie też więcej wody). Długość Guisane wynosi ok. 32 km. Nazwa rzeki pochodzi od łacińskich słów Aqui Sanatio, którymi starożytni Rzymianie nazywali szeroko znane wówczas źródło termalne na terenie dzisiejszego Monetier-les-Bains. Płynęliśmy odcinek kilku kilometrów do mostu na Durance, rzeka trójkowa, mało ciekawa, jedyną korzyścia było znalezienie wiosła przez Marcina Ch. na rzece, fajne lekkie wiosełko. Po zaciągnięciu informacji w centrum raftingowym okazało się że nie uda nam się w tym sezonie przepłynąć przełom Verdon Przełom rzeki Verdon przez wapienne skały jurajskie w południowej Francji, w Prowansji. Rzeka wyrzeźbiła w nich na długości 21 km kilkusetmetrowej głębokości kanion, jeden z najgłębszych w Europie (zob. Tara). W najgłębszym miejscu mierzy on 700 m głębokości, przy dnie kanionu ma szerokość od 6 do 100 m, górne krawędzie odległe są od siebie od 200 do 1500 m. Popularny rejon do uprawiania wspinaczki skałkowej. Wzdłuż obu krawędzi przełomu zbudowane są drogi, a nad rzeką i nad kanionem przerzucone są mosty tak, żeby umożliwić licznie odwiedzającym tę atrakcję turystom podziwianie jej ze wszystkich stron. Ponieważ woda jest puszczana w poniedziałki i środy z rana a właśnie dzisiaj była środa wiec problem jechać czy nie jechać na Verdon sam się rozwiązał. Udaliśmy się na piękną rzekę Guil. Płynie sobie ona w pięknej wąskiej dolinie, droga asfaltowa biegnie przez długi czas wzdłuż rzeki, w przewodniku Guil jest podzielony na 3 odcinki dwa powyżej elektrowni oraz jeden poniżej. Udało nam się spłynąć dwa górne odcinki, odcinek poniżej elektrowni biegnie przez głęboki kanion praktycznie bez wyjścia. Do zejścia na wodą potrzebny jest osprzęt wspinaczkowy, w czasie naszej wyprawy nikt tego odcinka nie płynął, miejscowi kajakarze twierdzili że jest za mało wody. Na rzekę tego dnia zeszli Marcin, Szymek, Piotr , Bary reszta grupy odbywała wycieczkę rowerową. Miedzy dwoma mostami drogowymi jest dobre zejście na rzekę, początkowo rzeka łatwa i bez stresowa w okolicach trójki, z czasem staję się bardziej wymagająca dla kajakarzy. Kilka trudnych miejsc, szczególnie utkwił mi w pamięci odcinek kilku wodospadów gdzie Guil ma duży spadek. Jest to dość charakterystyczne miejsce rzeka zakręca mocno w prawo, uspokaja się na chwilę by z duża prędkością pomknąć w dół. Z rzeki nie widać co się dalej dziej, należy dokładnie obejrzeć uskoki za jednym z nich robił się paskudny trzymający odwój. Założyliśmy asekuracje przy odwoju a Francuzi którzy płynęli ten odcinek w tym samym czasie założyli asekuracje poniżej a może było odwrotnie my na dole a oni na górze, tak czy inaczej asekuracja się przydała. Bary który płynął Topem został złapany przez odwój i ewakuował się kajaka, poza tymi kaskadami było jeszcze jedno trudne miejsce wąski przesmyk wśród dużej ilości kamieni. To był chyba najtrudniejszy odcinek w tym dniu. Po tym odcinku reszta rzeki wydała nam się stosunkowo łatwa, chociaż cały czas miała trudność cztery, średnia masa wody, szybki nurt liczne kamienie w nurcie, dużo uskoków i wodospadów, fajnie się płynie. Na tym odcinku mieliśmy jeszcze jedną akcje, gdy po wywrotce kajak Barego zablokował się pod podmytym brzegiem. Koniec odcinka jest przy jeziorku przed elektrownią, wygodny i dobrze oznaczony parking na prawym brzegu. Czas płynięcia to ok. 3-4 godzin ( drugim razem było trochę szybciej ), bardzo fajny odcinek, na odcinku tym pływają rafty wiec jest stosunkowo bezpiecznie, nie ma żadnych X. Wieczorem spotkaliśmy się z rowerową częścią naszej ekipy i udaliśmy się na zasłużony spoczynek nad rzekę. Nastąpił czwartek, planowaliśmy na dzisiejszy dzień górny odcinek Guila od miejscowości Chateau Queyras oraz powtórkę z wczorajszego odcinka, dzień zapowiadał się bardzo intensywnie i ciekawie. Droga samochodowa biegnie generalnie wzdłuż rzeki, niestety trudno zobacz co się dziej na rzece. Dopiero przed punktem startowym droga rozdziela się a jej boczna odnoga biegnie tuż przy pierwszym kanionie i można wszystko sobie obejrzeć. W kanionie nad rzeką są porobione ścieszki wspinaczkowe gdzie duże ilości osób chodzą sobie na asekuracji nad rzeką. Zaczynamy z parkingu powyżej mostu drogowego gdzie droga znów się łączy, górny odcinek płynęli Szymek, Marcin i Piotr . Bartek z Dominiką udali się na rowery a Bary zwoził samochód. Bardzo dużo kajakarzy z różnych krajów, duży ruch najlepiej spływać ten odcinek z rana. Zaraz za mostem zaczyna się kanion, jest on bardzo ładny o długości ok. 500-700 metrów, pierwszy odcinek kanionu szybki, rzeka mocno się zwęża, kilka niegroźnych odwojów i fal. Po szybszym odcinku następuje wypłaszczenie i wypływamy z kanionu spokojną rzeką. ( ponoć Bary nagrał film z tego odcinka może się doczekamy premiery). Odcinek do następnego kanionu o trudności 3 bez rewelacji, w drugim kanionie który jest znacznie dłuższy niż pierwszy jest jeden X oraz wodospad z trzymającym odwojem ( w drugim kanionie obnieśliśmy dwa miejsca) . Jak dowiedzieliśmy się od miejscowych kajakarzy w zeszłym roku zeszła lawina i wielki kamień przegrodził rzekę, większość wody płynie pod głazem. Miejsce dość dobrze widoczne z rzeki, można obnieść wszystko z prawej strony jest mikro ścieżka. Nie wiedzieliśmy dokładnie w który momencie znajduje się ten głaz a kanion na ok. 2 km więc bardzo ostrożnie płynęliśmy ten odcinek, dosyć słaba widoczność z rzeki kilka razy oglądaliśmy różne miejsca. X oraz groźny odwój znajdują się w końcowej części kanionu, należy jednak zachować czujność cały czas, trudność odcinka 4 z odcinkami 4+(5). W dalszej części rzeka staje się znowu spokojniejsza, za drugim kanionem zaczynają się spływy rafingowe. Trzeci kanion można dokładnie obejrzeć z drogi znajduje się on między dwoma mostami, długość ok. 2 km. Za pierwszym mostem jest trudne miejsce , slap z odwojem, jeszcze jeden silny odwój i ostry zakręt gdzie część nurtu wpada na skałę trzeba dobrze wpłynąć w razie pomyłki można się podbijać. Wszystkie te przeszkody spływalne, należ je dokładnie obejrzeć i założyć asekuracje. Dalsza część kaniony łatwiejsza bez bardzo trudnych miejsc. W kanionie nastąpiła zamiana ja wysiadłem a wsiedli Bary z Bartkiem, Dominika zwiozła samochód na koniec odcinka a ja pożyczyłem rower i udałem się wzdłuż rzeki by porobić zdjęcia naszym dzielnym chłopcom. Dalsza cześć odcinka to powtórka z poprzedniego dnia, kończymy przy jeziorku przy elektrowni. Długość tego odcinka według przewodnika to 13 km (zaczeliśmy płynać ok. 11 koniec nastąpił ok. 18 z licznymi przerwami), można rozbić to na dwa odcinki od 3 kanionu do elektrowni lub na jeden od Chateau Queyras. Bardzo polecam ten odcinek Guil, bardzo urozmaicony, trudność zróżnicowana od 3 do 4+(5), łatwy dostęp do rzeki. Według przewodnika można płynąć jeszcze górny odcinek ok. 12 km jest dostępny czerwcu gdy topnieją śniegi oraz dolny 9 ok. 4 km) poniżej zapory gdzie kończyliśmy nasze odcinki. Ten odcinek jest chyba najciekawszy na Guilu preferowany okres do spływania to czerwiec i lipiec, odcinek ten jest widoczny częściowo z drogi D902 robi spore wrażenie dla wytrawnych kajakarzy. Pływająca cześć naszej wyprawy bez większych przygód dotarła do końca etapu, były zapewne ciekawe momenty ale ponieważ byłem na brzegu nie widziałem ich, może uda mi się namówić kogoś do krótkiej relacji z tego odcinka zobaczymy. Po zjedzeniu obiado-kolacji postanowiliśmy opuścić rejon rzeki Guil i udać się nad Ubaye. Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem udało nam się znaleźć cudowną małą nieczynną żwirownie nad brzegiem rzeki, wieczór był ciepły i bardzo radosny spożywaliśmy różne trunki francuskiego przemysły spirytusowego. Uczestnicy wyprawy mieli poczucie dobrze spełnionego obowiązku kajakarza, przepłynęliśmy trudną rzekę bez strat własnych, atmosfera była bardzo przyjemna każdy miał pełno wrażeń z rzeki którymi chciał się podzielić. Wydaje mi się że tak właśnie byłe tego sierpniowego wieczoru. Poranek nadszedł troszeczkę za szybko, śniadanie się przedłużało, wreszcie zebraliśmy się nad rzekę. Okazało się że są prowadzone roboty ziemne nad rzeką, rzeka przypominała kakao, nie była to najlepsza rekomendacja do płynięcia. Ponieważ był to ostatni dzień pływania, wszyscy karnie zeszli na wodę chociaż entuzjazmu nie można było wyczytać na twarzach moich kolegów. Zaczęliśmy z przystani raftingowej przy starym moście drogowym, odcinek zapowiadał się nudny trudność do 3+, kiedyś płyneliśmy już ten odcinek w czasie poprzedniej wyprawy francuskiej w 2002 roku lub coś kiło tego. Płyneliśmy na luzie, ruch na rzece bardzo duży kajaki, pontony, kajaki dmuchane w pewnym momencie rzeka przyspieszyła, lekkie uskoki Bartek przewrócił się, zrobił eskimoskę i wynurzył się z zakrwawioną twarzą. Podczas robienia eskimoski pomimo kasku ze szczękówką rozbił sobie łuk brwiowy. Na trasie spotkaliśmy kajakarzy z Niemiec lub Anglii którzy posiadali apteczkę i wykonali Bartkowi fachowy opatrunek. Dalszą część rzeki płyneliśmy szybko bez większych przygód, Bartek postanowił skrócić etap i wychodzi na moście gdzie jak nam się wydawało była Dominika, reszta ekipy płynie dalej do końca odcinka, który kończy się przy drogowym mości. Rzeka na tym odcinku mało ciekawa, jedyne ładne miejsce to krótki wysoki kanion z mostem przerzuconym nad rzeką, przed wejściem do kanionu wodospad i odwój, warto obejrzeć przy większej wodzie odwój może potrzymać. Na końcu etapu okazało się że nie ma Dominiki która miała tutaj na nasz czekać z samochodem, jak się później okazało Dominika zjechała dużo dalej. Po poszukiwaniach i dzięki uprzejmości postronnych osób udało się nam skontaktować z Dominiką która przyjechała po nas, a czas był najwyższy zaczęliśmy już marznąć, doskwierał nam głód, Bartek miał łuk brwiowy nadający się do szycia i zbierało się na burze. W strugach zaczynającej się burzy wrzuciliśmy wszystko na pakę busa pobiliśmy chyba rekord w szybkości pakowania wszystkich gratów na samochód. Ruszyliśmy do najbliższego szpitala gdzie Bartka łuk otrzymał trzy piękne francuski szwy. Był piątek ok. godziny 20 gdy zaczęliśmy podróż w stronę ojczyzny, by urozmaicić podróż udaliśmy się na Rebook ........ gdzie odbywały się mistrzostwa Francji we freestyle na kajakach. Dogonił nas deszcz lało jak z cebra gdy dotarliśmy na miejsce zawodów, okazało się że kajakarzy pływać będą w sobotę a dzisiaj tylko są zabawy na pontonach w wielkim silnym odwoju. Wieczorem ruszyliśmy w stronę ojczyzny. Po drodze pływaliśmy w Niemczech na jakieś dziwnej rzece gdzie było mało wody i nic ciekawego się nie działo była to miła odmiana po kilkunastu godzinach siedzenia w samochodzie. Deszcz znowu nas dogonił i się w strugach deszczu pakowaliśmy (jak mocno pada deszcz to pakowanie sprzętu idzie bardzo szybko). Było ciepło więc wszystkim dopisywały humory. Było to ostatnie pływanie na tym wyjeździe znowu do samochodu i kilkanaście godzin jazdy. Do Lublina dotarliśmy w niedziele ok. godz 19, wszyscy prawie cali i zdrowi. Osobiście wyjazd uważam za bardzo udany i mam nadzieje, że w przyszłym roku uda się zorganizować podobną wyprawę. Bardzo lubię Francje zarówno pod względem kajakowym, pogodowym jak i możliwości noclegowych, jedyną wadą jest odległość. Może w przyszłym roku uda się pojechać na pełne dwa tygodnie pływania plus krótka wycieczka nad może, czas pokaże. ZDJĘCIA Z TEJ WYPRAWY ZNAJDZIECIE W GALERII |

