| Park Narodowy Prypeć - Stochód, lipiec 2009 |
|
Polesie . Pod tą nazwą kryje się wiele pojęć , skojarzeń , historycznych wydarzeń i polskich sentymentów . W przestrzeni geograficznej właściwie blisko tuż za granicą a jednocześnie w naszej świadomości daleko w minionym historycznym czasie . Skonfrontowałem moje wyobrażenia z rzeczywistością płynąc górną Prypecią po Polesiu Wołyńskim . Niestety krótko , zaledwie 113 km. w ciągu 5 dni.
Godzina jazdy busem od przejścia granicznego w Dorohusku i znajdujemy się w niemal egzotycznym świecie . Słupy elektryczności stojące jakby pionowo chyba tylko siłą woli . Jezdnie dróg tylko z nazwy utwardzone , poza wszelką klasyfikacją . W zmęczonych trwaniem budynkach okna malowane na niebiesko o kształcie rombów i innych wielokątów. Przaśne bloki mieszkalne przypominające wielkie szopy obklejone komórkami . Ale duże miejskie sklepy dobrze zaopatrzone . Zapyziali osobnicy opierający swój byt na alkoholu . We wsiach wiekowe babuszki w chustach z motykami . Strzechy z trzciny drewnianych budowli pamiętających czasy Polski . Zadumane konie stojące na mostach nad Prypecią . Pastuchowie pilnujący wypasanego bydła . Wiele obrazków z osobna dość dziwnych a w sumie tworzących specyficzny obraz prowincjonalnej Ukrainy . Miasta chaotyczne , bez śladu schludności i ładu , tworzone z przypadku i komunistycznej bezmyślności . Ciekawsza jest wieś , mimo widocznego ubóstwa , bardziej ludzka , mniej bałaganu i głupoty . Wreszcie Prypeć , najważniejsza rzeka Polesia . W górnym biegu jeszcze nie tworzy kilometrowych rozlewisk ale i to co można zobaczy daje przedsmak owego rozmachu . Początkowy odcinek od Ratna zanieczyszczony organicznymi ściekami ale rzeka szybko odzyskuje swa naturalną czystość i barwę . Lekko żółtawą , charakterystyczną dla wód bagiennych . Prypeć płynie powoli , początkowo bez przeszkód w nurcie , meandrujac i tworząc rozlewiska . Krajobraz płaski z nielicznymi wydmowymi wzniesieniami ponad morze trzcin . Mnóstwo ciekawych obrazków z których wiele można długo pamiętać . Rozbuchana roślinność wodna , momentami zupełnie pokrywająca rzekę . Białe czaple wzlatujące na widok kajaka . Kilkadziesiąt bocianów wirujących w kominie termicznym . Stada różnobarwnych krów i tabuny koni na podmokłych łąkach . Wioseczki na horyzoncie . Wodne korytarze wśród ogromu trzcin . Czerwony księżyc nad płonącym ogniskiem. I wiele zapachów i smak powietrza . I komary . Wszędobylskie , drapieżne , człowiek jest bez szans . I coś najważniejszego - pustka .Tylko my i wspaniała Natura . W tym bagienno - trzcinowym świecie nikogo oprócz ptaków . Sporadycznie , w pobliżu nielicznych wiosek , siermiężny miejscowy w pychówce . Można smakować naturę do upojenia , do zachłyśnięcia , bez ludzkiego hałasu . I życzliwe gesty spotkanych ludzi , ofiarowane jagody czy zaproszenie na kawę z koniakiem . Dominujące odczucie jakie mi towarzyszy od powrotu z Polesia to niemal zachwyt . To wspomnienie zanurzenia w naturze . I pragnienie wręcz konieczność powrotu nad Prypeć .
Krzysztof Bielawski |


